Adres strony:  https://www.visualcommunication.pl/pg/pl/komentarz_miesiaca/na_klopoty_bednarski.html

Na kłopoty Bednarski

„Nie przejmuj się, jeżeli masz problemy z matematyką. Zapewniam Cię, że ja mam jeszcze większe”. Tak mawiał jeden z największych geniuszy naszych czasów Albert Einstein, a zdanie to nie straciło nic ze swojej aktualności, zwłaszcza w obliczu obecnej sytuacji na rynku. Kłopoty od zawsze były ludzką specjalnością, a winny jest temu nie kto inny, tylko nasz mózg. To on jest sprawcą naszych dylematów, ale też z drugiej strony – jedynym możliwym wybawicielem od wszystkich trosk, podobnie jak detektyw Bednarski, w postać którego wcielił się Stefan Friedman. Aby przechytrzyć mózg wystarczy go tylko trochę lepiej poznać, wtedy nasze życie stanie się prostsze, a na pewno bardziej przewidywalne.

Po pierwsze, nie lubimy, gdy stan faktyczny stoi w sprzeczności z naszymi oczekiwaniami. Posługujemy się wtedy racjonalizacją podając wiele argumentów tłumaczących rzeczywistość w taki sposób, aby pasowała ona do naszych przekonań. To właśnie racjonalizacja pozwala Dyrekcji padających firm, chociażby drukarniom oraz dystrybutorom maszyn i urządzeń, usprawiedliwiać własne niekompetencje, a także sprawia, że w nowej pracy nierzadko dalej popełniają te same błędy. Po drugie, zawsze mamy dobre zdanie o sobie. Gdy odnosimy sukces jest on nasz, gdy spotyka nas porażka winne jest na przykład spowolnienie gospodarcze - w każdym bądź razie wszyscy zawinili, tylko nie my. Bez problemu dostrzegamy drzazgę w oku bliźniego, we własnym nie widząc belki. Po trzecie, niezwykle ważna sprawa, ocena szans i ryzyka. Jeżeli przez dłuższy czas nie możemy sprzedać danego urządzenia w konkretnej cenie podświadomie zakładamy, że dalej będzie podobnie. Podobnie rzecz się ma z oceną prawdopodobieństwa. Z reguły idziemy na łatwiznę opierając się na własnych danych, zakładając, że dotyczą one też wszystkiego dookoła. W ten sposób wpadamy w pułapkę fałszywych złudzeń. Z tym też wiąże się czwarta kwestia - upodobanie do wartości liczbowych, które obejmujemy swoim umysłem. Dzielimy większe zbiorowiska na mniejsze grupki, a w abstrakcyjnym świecie szybciej się gubimy. Aby się przed tym uchronić nasz umysł stosuje kolejny trik – gdy na wstępie naszego rozumowania natkniemy się na jakaś liczbę, bardzo często się do niej odnosimy, na przykład w negocjacjach biznesowych. Nasz mózg z wyrafinowaniem unika też wszelkiego ryzyka, co jest kolejnym, piątym elementem układanki. Gdy coś posiadamy, wyceniamy to średnio dwa razy wyżej niż identyczny przedmiot nie będący naszą własnością. Pozornie jest to logiczne, ale zdradliwe w przypadku inwestycji. Przykładem może być przypadek z życia wzięty. Właściciel drukarni dostał dwa lata temu propozycję jej sprzedaży. Firma prosperowała świetnie, więc uznał że kwota jest za niska, choć z uzyskanych pieniędzy on i jego dzieci żyłyby dostatnio do końca życia. Dziś firma jest na skraju bankructwa, a właściciel ma wielomilionowe długi. Z kolei, gdy pojawia się szansa na zarobienie pieniędzy, niechętnie sięgamy do portfela i czekamy na zysk. Doskonale obrazuje to mechanizm, który jednocześnie odpowiada na pytanie, dlaczego kasyno zawsze wygrywa. Otóż, hazardziści najczęściej podnoszą stawki, gdy mają złą passę, ale gdy zaczyna im sprzyjać szczęście, nagle stają się ostrożni wyznając zasadę - „lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”.
Przedostatnią iluzją jest stwierdzenie, że jesteśmy odporni na wpływy i sugestie. Niestety, gdy wszyscy mówią i piszą o kryzysie, pierwszą reakcją jest zmniejszenie budżetów i zatrudnienia. Błąd. Można jednak tę regułę odwrócić poprzez dostarczenie mózgowi pozytywnych bodźców, chociażby uśmiechając się – wtedy nasze samopoczucie wzrośnie. Na koniec zasada malejących przychodów która mówi, że większe wydatki poprawiają nam humor tylko na chwilę, a nawet jak mamy dużo pieniędzy, to i tak z reguły wracamy do naszego wyjściowego stanu finansowego.
O wszystkich powyższych aspektach, w różnym ujęciu tematycznym, piszemy w bieżącym wydaniu Visual nie bez kozery. Bez względu na segment rynku komunikacji wizualnej, czy to produkcji i technologii, które są tematem wiodącym tego numeru, czy też narzędzi i kanałów marketingowych - wszystko zaczyna się i kończy w naszej głowie. Piętrzące się problemy można przezwyciężyć uświadamiając sobie, że po każdej zadyszce nasz organizm biznesowy się wzmacnia, a my stajemy się silniejsi. Stało się tak też w przypadku pewnego amerykańskiego brokera, który widząc co się stało z jego portfelem po "czarnym poniedziałku" 29 września 2008 roku stwierdził: „To gorsze niż rozwód. Straciłem połowę majątku i wciąż mam żonę.” Dalej było już tylko lepiej.
W imieniu całej redakcji życzę wizualnie udanych i komunikacyjnie bezproblemowych wakacji. Do zobaczenia w kolejnym, łączonym numerze lipcowo-sierpniowym.

 

« poprzedni « wróć