Kalendarium

27-29.01.2026 · RemaDays, Nadarzyn

03-06.02.2026 · ISE, Barcelona

19-25.05.2026 · Fespa, Fira de Barcelona

Przenikanie

Data publikacji: lipiec 2011

Work/life overlap to ciekawy przykład współczesnego trendu, który polega na przenikaniu się życia zawodowego i prywatnego. Zdaniem Natalii Hatalskiej, która pisze o nim w swoim „Trendbook 2011”, optymalizujemy swoje godziny pracy lub jesteśmy dostępni po godzinach, dopasowując życie rodzinne do wymogów pracy zawodowej. Jak pisze autorka, dzieje się tak, ponieważ zdobycie solidnego statusu w życiu zawodowym jest koniecznym warunkiem do osiągnięcia mocnej pozycji w życiu rodzinnym. Należy jednak pamiętać, aby nie dać się zwariować, bo najważniejszy jest w tym wszystkim człowiek.
Gdy mój dziesięcioletni syn pyta, kiedy pójdziemy razem na nowy film, którego reklamę przed chwilą widział za oknem samochodu, z determinacją szukam najbliższego wolnego terminu, aby udzielić jakiejkolwiek rozsądnej odpowiedzi. Grając trochę na zwłokę z podaniem szczegółów, co do dnia i koniecznie godziny oraz kina (wszystko musi być z góry ustalone, bez możliwości jakiejkolwiek zmiany; bo dzieci nie lubią zmian, nie mówiąc już o nie dotrzymywaniu obietnic), myślę wtedy, że oto marketerzy zafundowali mi kolejny ciężki orzech do zgryzienia, za pośrednictwem kolorowej reklamy wielkoformatowej, która osiągnęła zamierzony cel. Jednak patrząc na całą sytuację z boku stwierdzam, że tworzy ona zamknięte koło związków przyczynowo-skutkowych, na którym zyskują wszyscy. Także i ja w moim życiu zawodowym i prywatnym, czyli w work/life overlap. Zacznijmy od dystrybutora, który jest spiritus movens całego zamieszania. Aby przygotować atrakcyjny layout, który zwróci uwagę dziecięcego targetu musi on zaangażować agencję reklamową z porządnym studiem graficznym. Agencja po zaakceptowaniu layoutu przekazuje go drukarni, która w 99,99 procentach przypadków wydrukuje go w technologii solwentowej na właściwym podłożu, w zależności od rodzaju nośnika. Dlaczego właśnie w technologii solwentowej? Ponieważ najniższymi kosztami osiągamy maksimum korzyści w postaci trwałości i jakości komunikatu. Musi on zwrócić uwagę wspomnianego już dziesięcioletniego reprezentanta grupy docelowej, aby ów młody człowiek nawiązał interakcję ze źródłem finansowo-opiekuńczym, czyli z rodzicem. W międzyczasie pojawia się również dom mediowy, który wybiera i rezerwuje poszczególne kanały przekazu informacji. Dalej są operatorzy, w tym właściciele nośników reklamowych, którzy stoją na końcu tego uproszczonego schematu komunikacyjno-reklamo-logistycznego. Każdy z tych podmiotów zarabia dzięki dystrybutorowi, co cieszy z punktu zawodowego. Na czym więc zarabia dystrybutor, aby zarobić mogli inni? Na czynniku finansowo-opiekuńczym, czyli na rodzicach, którzy idą ze swoimi pociechami do kina kupując za wcale niesymboliczną kwotę bilety (do tego ewentualnie popcorn i colę). I tu koło się zamyka, ponieważ za pośrednictwem dystrybutora osiągam satysfakcję dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, zawsze udaje mi się znaleźć wolne popołudnie w weekend, aby miło spędzić czas z synem, co jest rzeczą bezcenną. Po drugie, cieszę, się, że dzięki wydanym z mojej kieszeni pieniądzom, będę miał okazję pisać o kolejnej kampanii z użyciem nośników zewnętrznych, ambient media czy guerrilla marketing lub wgłębić się w tajniki produkcyjne poszczególnych formatów. A jak szczęście będzie jeszcze sprzyjać, to i parę groszy wróci do mojej kieszeni w postaci sprzedanej reklamy od właściciela nośników.
Nie inaczej jest w tym wydaniu, w którym tematem przewodnim jest druk solwentowy. Jego zmierzch wieszczono już parę lat temu, lecz przynajmniej w naszym kraju wszelkie znaki na ziemi i niebie absolutnie na to nie wskazują. Co prawda, zarówno prawodawstwo europejskie, jak i nowości technologiczne wyznaczają kierunek zmian, jednak na razie niewielu w tę stronę podąża. Rok temu w numerze poświęconym właśnie solwentowi pisałem za Stephenem Hawkingiem, że wszystko ma swój koniec, pytanie tylko – kiedy on nastąpi? Okazuje się, że pytanie jest nadal aktualne, a odpowiedzi warto poszukać w tekście „Black & white” na stronie 14.
Ponieważ jesteśmy w trakcie sezonu urlopowego, w numerze znajdują się ponadto „gorące” tematy podane w lekkiej i letniej formie, w sam raz na do plażowej lektury.
Na koniec życzę wszystkim bezproblemowej komunikacji wzbogaconej tylko słonecznymi wizualizacjami.

dr Łukasz Mikołajczak

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Małe kroczki dla wspólnego dobra

Obecne czasy stają się coraz bardziej burzliwe i niespokojne. W takiej epoce także komunikacja wizualna staje w obliczu sytuacji, w której powinna za każdym razem od nowa przemyśliwać swoją rolę, by dążyć do ulepszenia świata. Zdaję sobie w pełni sprawę z naiwności tego postulatu, lecz mimo wszystko sądzę, że pozostaje on ważny, a może wręcz kluczowy. Z najnowszego numeru VISUAL COMMUNICATION, dowiecie się zatem między innymi....

Reklama